Historia szkoły

Fot. z 1968-73Momentem przełomowym w historii szkoły był rok 1954, kiedy to liceum przeprowadziło się do zabytkowego kompleksu przy ulicy Grodzkiej 32/34 na Starym Mieście, przy którego odgruzowywaniu i odbudowie pomagali zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Składał się on z 21 sal o łącznej powierzchni 697 m2. Internat pozostał przy ulicy Dąbrowskiego 9, jednak teraz większy o sale zajmowane dotychczas prze szkołę. W nim swoje miejsce znaleźli również chłopcy – uczniowie lubelskich szkół artystycznych: plastycznej i muzycznej, którzy po opuszczeniu bursy na Czechowie w okresie od jesieni do ferii 1954 roku mieszkali na Zamku Lubelskim w nieogrzewanych pomieszczeniach, a następnie z powodu ostrej mroźnej zimy zostali przeniesieni do sal lekcyjnych w szkole. Tak, więc od tego czasu szkoła i internat mieściły się już nie w, sześciu, lecz w dwu punktach miasta (przy ul. Grodzkiej i Dąbrowskiego).

Zniszczone przez czas i wojnę mury oraz ulice Starego Miasta… I tylko pory roku chronologicznie i niezmiennie następując po sobie, z metafizyczną siłą przypominały o potędze i trwałości swojego bytu… budziły nowe nadzieje… Ileż świeżości, entuzjazmu i radości wnieśli młodzi, utalentowani ludzie wypełniając niewielkie sale, korytarze, pracownie, warsztaty, aulę w starej kamienicy, którą również własnymi siłami próbowali przywrócić do świetności. Wkrótce też nabrała ona nowego charakteru i wyglądu. Kameralna, wielopoziomowa struktura budynku przypominała okręt wbity głęboko w staromiejską skarpę otoczony przez tętniących życiem niemych świadków przeszłości – historyczne uliczki i kamieniczki w najstarszej dzielnicy miasta, gdzie jej najwyższy punkt – neogotycka 40-metrowa Wieża Trynitarska ma kształt zaostrzonego ołówka.

Fot. z lat 60

Rozpoczął się wówczas okres dynamicznego rozwoju szkoły. Nowe pracownie były systematycznie wzbogacane w pomoce naukowe, w tym także środki audiowizualne. I tak na przykład na ostatniej kondygnacji przypominającej poddasze znajdowała się pracownia historii sztuki – klasa z trzema malutkimi okienkami pod sufitem. Uczniowie zasłaniali je wchodząc po czymś, co przypominało jednocześnie schody i drabinę. Wtedy Wanda Taczanowska zabierała młodzież w magiczną podróż w czasie i w przestrzeni… Używając epidiaskopu wyświetlała na ścianie, nic nie szkodzi, że trochę nieczytelny, zniekształcony obraz, który w połączeniu z jej barwnymi, intonacyjnie doskonałymi opowieściami o tym, kiedy i gdzie była, co widziała, czuła, dotykała, podziwiała, czego pragnęła… przenosił uczniów w bajecznie długie i niezapomniane wędrówki do najpiękniejszych miejsc polskiej i światowej sztuki – do arcydzieł. To, co w PRL-owskiej rzeczywistości było prawie niemożliwe, tutaj w sensie abstrakcyjnym zdawało się być w zasięgu wzroku i na wyciągnięcie dłoni. Zajęcia prowadzone przez Panią Wandę były harmonijnym współgraniem ludzkich zmysłów tworzących iluzję czasu i obrazu.

 Fot. z lat 1960/70

Natomiast na samym dole w pracowni rzeźby wśród eksponatów jeszcze zastygłych w bezruchu po nocnej ciszy, czekał na swoich podopiecznych Eugeniusz Baranowski inf., utalentowany artysta, dyrektor lubelskiego plastyka, a przede wszystkim autentycznie wspaniały pedagog z powołania, całkowicie zaangażowany w pracę z młodzieżą oraz w sprawy szkoły, często ze szkodą dla własnej twórczości. Zachęcał uczniów do tworzenia wielu szkiców, które później dokładnie z nimi analizował. Często nawet najprostszy, wyglądający niepozornie projekt stawał się początkiem większej pracy.

.Na „Grodzkiej” swoje pierwsze kroki stawiał, jako pedagog Jan Maria Marek inf. nauczyciel przedmiotów artystycznych, przede wszystkim autorytet w dziedzinie snycerstwa i rzeźby. W świetle ulicznych latarń oraz iskrzącego, mieniącego się drobniutkimi kryształkami białego puchu, wielokrotnie okoliczni mieszkańcy i przypadkowi przechodnie ze szczerym zainteresowaniem obserwowali baśniowy widok przedstawiający mistrza ze swoimi uczniami, którzy tonąc w głębokim śniegu, ostrożnie przenosili rzeźby do pracowni profesora na ulicę Złotą. Prace wykonane pod jego kierunkiem są do dziś nieustannie podziwiane przez kolejne roczniki dziewcząt i chłopców pobierających naukę w szkole. Jego wielką pasją było żeglarstwo. Zaraził nią wielu uczniów odbywając z nimi rokrocznie rejsy po mazurskich jeziorach w czasie, których nie tylko można było podziwiać malownicze krajobrazy, poznawać nowe miejsca, ale również zmierzyć się z potęgą starożytnych, hellenistycznych żywiołów przyrody. Jakże malutki wydawał się ten jacht z dzielnymi żeglarzami na pokładzie w konfrontacji z powietrzem targanym przez wiatr, czy wzburzonymi falami wody. Były to prawdziwe lekcje samodzielności, koleżeństwa, integracji, okazją do zawiązania prawdziwych przyjaźni… Jan Marek był również twórcą grupy teatralnej „Asteroid”, wystawiającej spektakle tragikomiczne z wyraźnymi elementami absurdu w odniesieniu do przedstawianej rzeczywistości obserwowanej krytycznymi i wrażliwymi oczami młodych aktorów.

1989 r.

W szkole na Starym Mieście pracował także nauczyciel historii niezapomniany Stanisław Jop – autor okolicznościowych, niekiedy satyrycznych, bardzo sympatycznych wierszyków. Do jego miłych obowiązków między innymi należała część artystyczna uroczystości związanych z dniem kobiet, niegdyś hucznie obchodzonej. Każdego roku, z tej okazji składał on wraz z innymi wyrazy szacunku wszystkim paniom, a w szczególności nauczycielkom deklamując osobiście własną poezję. Były też nietypowe lekcje historii, wzbogacone o realistyczne sceny, gdy w latach 1972-73 kręcono ujęcia do pierwszego polskiego filmu „płaszcza i szpady” – „Czarnych chmur”. Uczniowie ledwo mieścili się w oknach swojej szkoły chcąc zobaczyć przejeżdżających na koniach przez Bramę Grodzką XVII-wiecznych szlachciców.

Nie można nie wspomnieć również o polonistce Florentynie Dziewulskiej. Zawsze zatroskana o czystość mowy polskiej, wprowadzała młodzież w arkany literatury polskiej i obcej, a także uczyła sprawnego posługiwania się przekazem pisanym słowa z zachowaniem trudnych zasad oraz niuansów ortograficznych, gramatycznych, stylistycznych…

Fot. 1973

Przed poważnym zadaniem stanęła Małgorzata Załuska starając się, zresztą z sukcesem przekazać humanistycznym umysłom treści z zakresu chemii i fizyki. W dowód wdzięczności doczekała się licznych, bardzo sympatycznych karykatur swojej osoby.

W tej szkole, tuż po studiach swoją pracę rozpoczęła Teresa Dąbek, dzięki której rosyjska cyrylica rzuciła czar na wielu uczniów, rozbudzając zainteresowanie językiem i kulturą tego narodu.

Nieodłącznym elementem kształcenia artystycznego były plenery malarskie organizowane głównie w kraju, czasami również zagranicą, między innymi w czechosłowackiej Pradze, na Węgrzech…

Przede wszystkim Kazimierz Dolny nad Wisłą i jego okolice były miejscami częstych wyjazdów uczniów wraz z nauczycielami. Zgodnie z dewizą życiową chińskiego filozofa Konfucjusza – To, co przyjemne, nie męczy – młodzież w atmosferze zarówno odpoczynku, jak i wytężonej pracy zgłębiała tajniki kunsztu malowania dyskretnie obserwowana przez takich wybitnych pedagogów jak, Blanka Olszewska, Grażyna Orzechowska, Andrzej Krasowski, Maciej Bijas, których świetne korekty do dnia dzisiejszego brzmią w uszach już dojrzałych i ukształtowanych artystycznie wychowanków.
Nie sposób wymienić wszystkich nauczycieli, którzy przez swoje poświęcenie i trud pedagogiczny, wyposażali swoich podopiecznych w wiedzę ogólną i specjalistyczną, kształtowali osobowość oraz etyczne podstawy wrażliwości artystycznej, wreszcie wskazywali i pomagali w wyborze drogi dalszego rozwoju. Nauczycielami szkoły byli również późniejsi pracownicy naukowi Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, tacy jak: Henryk Zins inf., Artur Iskrzycki, Antoni Maśliński inf., Sławomir Mieleszko inf., Marian Stelmasik inf. Obszar działalności ówczesnej kadry pedagogicznej wychodził daleko poza teren szkoły. Jej członkowie byli współtwórcami zmian strukturalnych i programowych w szkolnictwie plastycznym, współautorami programów nauczania, inicjatorami wielu udanych eksperymentów pedagogicznych a także autorami publikacji. Brali oni też czynny udział w życiu artystycznym, zdobywali liczne nagrody na wystawach i konkursach. Ich własna twórczość miała niebagatelny wpływ na rozwój świadomości plastycznej uczniów. Wiele z tych działań znalazło uznanie. Znakomita większość uczących została wyróżniona odznaczeniami resortowymi i nagrodami (m.in. Krzyżami Kawalerskimi Orderu Odrodzenia Polski, Złotymi i Srebrnymi Krzyżami Zasługi, Medalami Komisji Edukacji Narodowej, odznaczeniami „Zasłużony działacz kultury” i „ Zasłużony dla Lublina”.

Z nauczaniem nierozerwalnie łączył się proces wychowawczy. Było to głównie zasługą nauczycieli – ludzi o twórczych osobowościach, motywujący wychowanków do nieskrępowanego rozwoju. Oprócz prężnie działającego żeglarstwa uczniowie mieli możliwość rozwijania pasji w licznych kołach zainteresowań, np.: miłośników sztuki, literackim, ceramicznym, teatralnym, fotograficznym, graficznym oraz w organizacjach, np. Polski Czerwony Krzyż, Liga Obrony Kraju… Tym samym celom służyły liczne wycieczki organizowane w kraju i zagranicą oraz praktyki zawodowe.

Jedną z form poszerzania kształcenia zawodowego była współpraca z zakładami pracy. Na terenach instytucji patronackich, między innymi w nieistniejących już Zakłady Metalurgicznych „Ursus”, młodzież organizowała wystawy, projektowała i wykonywała wystroje wnętrz, przekazywała obrazy. Ta współpraca przynosiła szkole korzyści materialne, między innymi część plenerów sponsorowana była przez patronackie zakłady. Trwałymi owocami wysiłku młodzieży były m.in.: wystrój Sali tradycji VII Pułku Kołobrzeskiego, niektórych wnętrz Komendy Wojewódzkiej MO, Straży Pożarnej, Klubu „Medyk, Elektromontażu czy Agrometu, a także wystroje izb pamięci wielu szkół, wnętrz domów dziecka czy przedszkoli. W latach 50-tych naszych uczniów można też było spotkać przy odbudowie lubelskiego Starego Miasta.

Od 1955 roku, na skutek decyzji władz terenowych o likwidacji placówek kształcenia artystycznego w całym kraju, nastąpiła stopniowa likwidacja Liceum Technik Plastycznych. W jego miejsce zostało utworzone Państwowe Liceum Kulturalno-Oświatowe w Lublinie. Ostatecznie, decyzją Ministra Kultury i Sztuki z dnia 1 września 1957 roku szkoła ponownie została przemianowana na Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Lublinie. Stąd, na skutek częstych zmian organizacyjnych, w 1957 roku funkcjonowały równolegle w ramach placówki trzy szkoły, które miały wspólną siedzibę, tę samą dyrekcję i kadrę nauczycielską. W myśl zaleceń reformy oświaty w 1966 roku nastąpiło dalsze uzawodowienie szkół artystycznych poprzez wprowadzenie nowego programu nauczania, zapewniającego absolwentom kwalifikacje zawodowe, w przypadku PLSP w Lublinie w zakresie dekoratorstwa. W latach 70-tych wprowadzono specjalność wystawiennictwo.

Print Friendly, PDF & Email